Masca…tam, gdzie człowiek zapomina o codzienności!

Kilka godzin temu wrzuciłam na naszego fan page’a zdjęcie z wioski Masca z jednym zdaniem…”I w tym momencie wszystko przestaje mieć znaczenie….”.
Jak to się dzieje, że po za wulkanem, plażami, palmami, wspaniałą kuchnią, atmosferą…mała wioska w górach sprawia, że czujemy się wolni, a problemy przestają istnieć?
Kiedy pierwszy raz pojechałam do „kryjówki” od razu wybrałam się także na „trekking” wraz z małą grupą turystów. Miałam mieszane uczucia, ponieważ niektórzy mówili
że to trudna trasa, inni że oczekiwali czegoś innego.
Nastawiona negatywnymi opiniami i gotowa na ciężką przeprawę, ruszam wraz z grupą i przewodnikiem.
Pierwsza podróż po  słynnej dojazdowej drodze do wioski (nie chce używać potocznej nazwy, bo może kogoś to przestraszyć) była spokojna, lekko kręta 🙂
No i jesteśmy… Małe miasteczko, prawie opuszczone. 150 mieszkańców, którzy zostali tam, by pokazać nam kawałek innego świata.
Kawa barraquito lub tarta de queso, noooo… ewentualnie babka z dżemem z kaktusa, by mieć siłę i energię na następne 4h 🙂
Dla niektórych także kufel zimnego piwa lub lampka sangrii.
Chwila relaksu, napawanie się widokami, roślinnością, potęgą gór, życzliwością ludzi…. I w drogę!
Przed wejściem na szlak można także u miejscowego handlarza spróbować i zakupić świeżych owoców, a także migdałów czy orzechów. Świeże figi…pierwsza klasa!

Przewodnik opowiada nam historie piratów, a także ciekawostki geologiczne, geograficzne, polityczne…dla każdego coś się znajdzie! A także ostrzega nas, że zbliżamy się do żwirku, albo
skał i trzeba uważać, by się nie potknąć.
Zaobserwować można także sporo turystów bez przewodnika…
Prawdę mówiąc, każdy podąża w to samo miejsce…do oceanu i plaży 🙂 Jednak trzeba zwrócić uwagę, iż szlak
jest oznaczony, ale zawsze mogłoby być nieco lepiej.
Kiedy podążałam pomiędzy gigantami, czułam się taka mała, a jednocześnie wolna. Tam nie ma problemów, zmartwień, one
gdzieś ulatują po za obszar klifów, tam pozostaje jedno zmartwienie, czy aby na pewno starczy nam wody?
W dniu, w którym ja byłam na szlaku, był taki upał, że każdy z uczestników wyprawy mógł wykręcać swoje koszulki  🙂
Widoki zapierają dech w piersiach, turyści witają się z nami, uśmiechają się do siebie…
Cały spacer trwał około 4 godzin. Przyjemnie spacerując, rozmawialiśmy sobie, cieszyliśmy się chwilą.
Dochodzimy do plaży i uuupssss co po niektóre osoby, w ubraniach wskakują do wody! Czekamy na naszą taxówkę wodną, aby napić się czegoś zimnego.
Cała grupa doszła do wniosku, że jeszcze nigdy butelka zimnego piwka nie była, aż taka dobra 😉
Podróż taxówką wodną była stanowczo za krótka, ale jakże przyjemna, wiaterek, zimne piwko, serdeczni ludzie dookoła!

Zastanawiam się, dlaczego niektórzy mówią na to „trekking masca”, dla mnie był to spacer, który mogłabym powtarzać co tydzień!
Fakt, nie można wybrać się tam w sandałach, tylko buty z twardą podeszwą koniecznie! Niektórzy mieli buty trekkingowe, ja osobiście
miałam dobre adidasy i też przeżyłam, ale… jak widać na jednym ze zdjęć podeszwy także można stracić!

Spacer po Masce, był jedną z najlepszych wycieczek jakie przeżyłam na Teneryfie, grupa fantastyczna, przewodnik-Włodek super!, brak zasięgu w telefonie, cisza, spokój, wolność….
I mimo, iż od wycieczki po Masce minęło bardzo dużo czasu (ponad 1,5 roku) to została ona głęboko w pamięci i zastanawiam się…Kiedy znów tam będę!

Do zobaczenia na Teneryfie!

Sara

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s